07-04-2010
Sieć Silver Screen oraz Multikino od kilku lat organizuje wieczory dla kobiet w ramach cyklu "Kino na obcasach". W ramach spotkań panie nie tylko oglądają film, ale także mają szansę uczestniczyć w prezentacjach handlowych. Jednak zamierzenia twórców programów rozmijają się z tym co robią pseudo-promotorzy. Pozostaje jak najgorsze wrażenie.
Dwie panie promotorki reprezentujące sieć Douglas miały zapoznać klientki z kosmetykami marek: Kanebo, Nouba i Borghese. Niestety nie potrafiły mówić po polsku i były nieprzygotowane. Było to niemiłe doświadczenie słuchać osób, które nie potrafią poprawnie po polsku odmieniać czasowników, wtrącają słowa potoczne i zwroty obcobrzmiące (czyli z języka angielskiego). Prezentacja produktów miała wymiar wirtualny, gdyż zwrot "nie mam ze sobą produktów, bo torba byłaby zbyt ciężka" padał z ust promotorek zbyt często. To dość wygodna wymówka, gdyż w tym samym centrum handlowym, w którym jest kino jest też drogeria Douglas. Na koniec próbki otrzymały tylko wybrane klientki, czyli 9 osób, gdyż duża frekwencja - czyli 12 pań - zaskoczyła promotorki.
Jaki z tego wniosek? Wypada zapytać sieć Douglas czy aby na pewno w taki sposób chcą promować swoje kosmetyki. Drogeria ta oferuje produkty dość drogie, zatem naturalnym oczekiwaniem jest dostosowana do tego segmentu rynku forma promocji produktów, ich prezentacji i zachęcania. Ale jak wynika z tego eksperymentu, dużo lepszym wyjściem byłaby aktywna sprzedaż w miejscu sprzedaży, niż pseudo-promocja w ramach Kina na obcasach przez nieprzygotowane promotorki.
Więcej